PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu - bezpłatne studia licencjackie, bezpłatne studia inżynierskie, bezpłatne studia podyplomowe

Michał Rycaj - PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

Michał Rycaj

Michał Rycaj

Michał Rycaj, student turystyki i rekreacji PWSZ w Zamościu, po raz kolejny został mistrzem Polski w dyscyplinie freestyle football, polegającej na wykonywaniu tricków piłkarskich. Walka podczas turnieju w Myczkowie była zacięta, ale „Michryc” dał radę! Mieszkaniec Jarosławca ma za sobą bardzo udany rok pod względem osiągnięć sportowych w Polsce i na arenie międzynarodowej. Poniżej rozmowa z nowym „starym” mistrzem.

 

Od pierwszej naszej rozmowy na łamach „Skafandra” minął ponad rok. Powiedz, proszę, co w tym czasie działo się w Twoim życiu?

 

Muszę przyznać, że rok 2012 był dla mnie najlepszy, jeśli chodzi o wyniki w zawodach, mimo że miejscami przychodziły porażki. A tak odnośnie porażek, to teraz myślę, że także im zawdzięczam moje sukcesy. Bez nich nie osiągnąłbym stanu sportowego gniewu, który szybko doprowadził mnie do wyższego poziomu. Zdecydowanie najbardziej zadowolony jestem z 2. miejsca w najważniejszym turnieju roku „Superball” w Pradze, gdzie przybyła czołówka światowa. Do czołowych osiągnięć zaliczam również obronienie tytułu mistrza Polski, co było piekielnie trudnym zadaniem.

 

A jeśli chodzi o studia, to więcej u Ciebie turystyki czy rekreacji?

 

Zdecydowanie rekreacja wygrywa z turystyką, ale nie oznacza to, że ta ostatnia mnie nie interesuje.

 

Za małolata razem z kolegami z osiedla robiliśmy sobie zawody, kto więcej razy podbije piłkę. Była to druga po rozgrywaniu meczów ulubiona zabawa. Jakie Ty masz podejście do freestyle footballu? Jest to dla Ciebie dziecięca frajda? Szlifowanie charakteru? Udowadnianie sobie, że zawsze można lepiej?

 

Moje podejście jest zależne od sytuacji. Kiedy spotykam się z kumplami, aby wspólnie pokopać, to jest to dla mnie dziecięca frajda. Czasami do tego stopnia, że wygląda to tak, jak byśmy się cofnęli do czasów zerówki. Natomiast kiedy odbywam swój codzienny trening, frajda zmienia się w obowiązek, który w przyszłości ma mi przynieść korzyści. Nastawienie wywołane przez tysiąc nieudanych prób tricku, który chcę opanować, ciężko nazwać dziecięcą frajdą. Bardziej jest to walka z samym sobą. Ale im bardziej wytrwała walka z samym sobą, tym w przyszłości lepsza dziecięca frajda.

 

Ubolewasz, że obecnie dzieciaki coraz częściej siedzą przed komputerami, zamiast grać w piłkę?

 

Nie jest miło patrzeć, jak rozwijające sposoby spędzania wolnego czasu, nie mówię tylko o piłce nożnej, przegrywają walkę z wirtualnym światem. Strach pomyśleć, jakie konsekwencje będzie to miało w przyszłości.

 

Polscy piłkarze nie słyną z dobrego wyszkolenia technicznego. Zupełnie inaczej sprawa ma się z polskim freestyle footballem, w trickach piłkarskich jesteśmy światową potęgą. Zastanawia Cię ta dysproporcja?

 

Szczerze mówiąc, nie zastanawiałem się nad tym głębiej, ponieważ piłka nożna i freestyle to dla mnie dwa odmienne światy, które oprócz piłki mają ze sobą niewiele wspólnego. Trudno jest również odpowiedzieć, dlaczego Polska jest tak potężna na arenie freestyle football. Może po prostu mamy to we krwi?

 

Przywołana piłka nożna to dyscyplina najbardziej popularna, a co za tym idzie można na niej najwięcej zarobić. A czy freestyle football to – w najmniejszym choćby stopniu – dochodowe zajęcie? Można dużo zarobić zwyciężając w turniejach krajowych i międzynarodowych?

 

Są na świecie osoby, dla których freestyle jest stałym źródłem utrzymania. Z biegiem czasu staje się to coraz bardziej możliwe dla szerszego grona, ale trzeba pamiętać, że bez umiejętności marketingowych ani rusz. Niektóre turnieje oferują naprawdę wysokie kwoty, w innych turniejach można zdobyć niesamowicie ciekawe gadżety, takie jak smyczki, wagi, żelazka lub kubki… Do dziś jestem szczęśliwym posiadaczem wagi, którą wygrałem w ogólnopolskim turnieju w 2008 roku za 2. miejsce.

 

W grudniu 2012 r. udało Ci się obronić tytuł mistrza Polski. W sporcie powtórne zwycięstwo stanowi potwierdzenie klasy zawodnika. Czujesz, że wskoczyłeś na wyższy level?

 

Dzięki, ale mimo obronienia tytułu wcale nie czuję się niepodważalnie najlepszym freestylerem w kraju, bo przepaść, która dzieli czołowych polskich graczy jest mikroskopijna. Sędziowanie polskich zawodów jest piekielnie trudnym zadaniem, ponieważ zdarza się, że o zwycięstwie decydują najmniejsze detale. Gdybym pozostał na tym samym levelu co w 2011 roku, to sądzę, że dziś miałbym problemy z przebiciem się do TOP 8 w przeciętnych polskich zawodach.

 

Muszę przyznać, że niemałym zaskoczeniem było dla mnie to, że nie kto inny, tylko Twój rywal z zawodów przysłał do redakcji „Skafandra” informację o Twoim triumfie. U freestyle’owców duch rywalizacji i team spirit pozostają w przyjaznej koegzystencji?

 

Zdecydowanie tak. W innych krajach, np. we Francji, regularnie dochodzi do potyczek i wojenek. W Polsce sytuacja jest na tyle dziwna, że często najwięksi rywale są dla siebie najlepszymi kumplami. Przeciętna rozmowa polskich graczy przed finałową walką zawodów wygląda mniej więcej tak:

– No nieee Marian! Znowu mamy walkę i znowu zniszczysz mnie jak ostatnio! – tu następuje serdeczny uśmiech w stronę kolegi

– Bonifacy, Bonifacy… przecież ty masz dzisiaj taką formę, że ty mnie zmieciesz tak, że ściany popękają!

Tu rozmowa kończy się serdecznym przybiciem piątki. Mówię poważnie.

 

Podium zawodów w Myczkowie jest takie samo jak przed rokiem. Młode wilczki jeszcze nie zagrażają starym wygom? Jak oceniasz poziom ostatnich mistrzostw?

 

W Polsce jest około 8 graczy, którzy swoimi umiejętnościami mają szanse wywalczyć czołowe pozycje, dlatego nie ukrywam, że zaskoczyło mnie to, że podium było identyczne, jak rok temu. Poziom był bardzo wysoki, a większość walk była tak wyrównana, że osobiście współczułem sędziom. Co do młodych wilczków, to rozwijają się w błyskawicznym tempie.

 

Czy stając do rywalizacji masz ułożony w głowie „program podbić”, czy zdajesz się na spontaniczność?

 

Sto procent spontaniczności mogłoby mi przynieść fatalne skutki na turnieju. Przed każdą walką staram się obiektywnie ocenić umiejętności przeciwnika i dobrać do tego odpowiednie tricki. Jeśli jest to możliwe, wybieram takie, które pozwolą mi zachować największe asy na dalsze rundy. Mimo że przed walką mam opracowaną strategię, to zawsze jakiś obszar występu jest u mnie przeznaczony na spontaniczność.

 

Na co sędziowie zwracają szczególną uwagę oceniając freestyle’owców? Szybkość? Finezyjność?

 

Główne kryteria, które interesują sędziów, to kreatywność, trudność, płynność i czystość wykonywania tricków. Poza tym ważne jest to, jak szeroki repertuar tricków ma dany freestyler oraz czy potrafi strategicznie myśleć, czyli na każdą walkę szykować coś nowego bez powtarzania tych samych numerów.

 

Niektórzy komentatorzy relacjonując zawody sportowe w zależności od wyników mówią o „szczęściu” lub „braku szczęścia”. W Twojej dyscyplinie, która opiera się na wyszkoleniu technicznym, takie sformułowanie nie jest chyba poważne?

 

Uważam, że to sformułowanie w moim sporcie jest jak najbardziej poważne. Fakt, że dany trick wychodzi komuś praktycznie za każdą próbą nie daje gwarancji, że tak będzie na turnieju. Zdarzały się nawet sytuacje, kiedy ktoś z czołówki światowej popełniał banalne błędy przy podstawowych trickach, przegrywając z o wiele słabszym przeciwnikiem. Naprawdę dużo zależy od dyspozycji, jaką prezentuje zawodnik w danym dniu. Na ostatnich mistrzostwach Polski Łukasz Chwieduk, jeden z faworytów, w rundzie kwalifikacyjnej otarł się o porażkę, przechodząc do walk finałowych z ostatniego 16. miejsca. Sędziowie poważnie zastanawiali się, czy zasłużył na awans. Nazajutrz to był już całkiem inny człowiek, który z klasą kosił rywali, doszedł do wielkiego finału i ostatecznie zajął drugie miejsce.

 

Podczas konkursu „PWSZ ma talent”, którego byłeś jurorem, wszedłeś na scenę i pokazałeś, że jesteś dobry nie tylko w zabawach z piłką, ale również masz smykałkę do muzyki. Rozwijasz jakoś ten talent muzyczny?

 

A dziękuję! Ostatnio często komponuję na gitarze i klawiszach czerpiąc z tego wielki fun.

 

Wielkimi krokami zbliża się zimowa sesja egzaminacyjna. Jak przygotowania?

 

Hmm… no więc… Może przejdźmy do kolejnego pytania.

 

Jakie cele stawiasz sobie w 2013 roku?

 

Szczerze mówiąc, nie mam jasno wypunktowanych celów, ale wiem, że będzie dobrze, jeżeli będę w dobrym kierunku rozwijać swoje pasje oraz osobowość.

 

Rozmawiał Mateusz Sawczuk

Menu- PWSZ - Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

CardeaCreations - webdesign, grafika, strony www, sklepy internetowe

© 2009-2017 Wszelkie prawa zastrzeżone Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu

created by: Cardea Creations